
JAK ZACZĘŁA SIĘ JEGO PRZYGODA Z TAKIM HOBBY? –
Przypadkiem. Kiedyś dostałem taki upominek od jednej z firm produkującej papierosy. Potem nabyłem smycz wraz z jedną z herbat.
Na dobre wpadłem w nałóg zbieractwa, gdy wraz z żoną otwieraliśmy zakład fryzjerski i zamówiliśmy partię smyczy dla klientów. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłem je zbierać -śmieje się Łukasz.
KOTERLA MA W SWOJEJ KOLEKCJI PRAWIE 900 TYCH GADŻETÓW
I CIĄGLE PRZYBYWAJĄ MU NOWE! – Są to smycze firm, osób prywatnych, klubów sportowych. Najważniejsze, żeby się nie powtarzały. Mogą to być tej samej firmy, ale muszą mieć inny wzór. To moja zasada –wyjaśnia z dumą.Kolekcjoner zdobywa je w różny sposób. Czasem je zwyczajnie dostaje jako prezent, a czasem kupuje. – Staram się nie przekraczać granicy 15 zł, gdy kupuję nowy „nabytek” - dodaje z uśmiechem. Jak twierdzi Łukasz Koterla, trudno znaleźć podobnych do niego kolekcjonerów, co utrudnia mu powiększanie własnej kolekcji.
– Cały czas szukam kogoś, z kim mógłbym się nimi wymieniać. Raz natrafiłem na człowieka, który sprzedawał 60 smyczy w internecie, ale jak się okazało,osoba ta nie była żadnym zapalonym kolekcjonerem – tłumaczy.
Obecnie swoją kolekcję Łukasz trzyma w domu.
MARZENIEM ŁUKASZA JEST MIEĆ NAJWIĘKSZĄ KOLEKCJĘ SMYCZY W POLSCE. –
Na razie nie spotkałem nikogo, kto miałby ich więcej ode mnie. Pewien kolekcjo-
ner z Lublina, z którym się kontaktowałem miał ich zaledwie 300 – śmieje się.
Do końca lipca kolekcjoner chce osiągnąć magiczną liczbę 1000 tych gadżetów !